Pomysły na prezenty
Często mi się zdaje, że funkcjonuję tylko od świąt do świąt. Dziwnym zrządzeniem losu przypadają mi wtedy zadania, które mogłyby przynieść ujmę prawdziwemu mężczyźnie. Potrafiłem już jakoś przywyknąć do niewdzięcznej roli Świętego Mikołaja, świątecznego baranka, pluszowego niedźwiadka do przytulania. Te wszystkie zadania ku ogólnej radości domowników, o losie! zostały napisane dla mnie przez moją żonę, która potem w zupełnie innych sytuacjach śmie skarżyć się, że: “Mężczyźni są jak dzieci!”. Ale to nie wszystko: ostatecznie okazuje się, że zadanie zakupu świątecznych prezentów jest zawsze zlecane właśnie mi. Żona mnie przekonuje: “Świetnie sobie radzisz z maluchami… ty najlepiej orientujesz się w tych wszystkich gadżetach i zabawkach, które chciałyby dostać. Ona mówi, że prezenty dla dzieci tak naprawdę niewiele różnią się od prezentów dla facetów, i że tak naprawdę można by je popodmieniać i wszyscy byliby zadowoleni.
W końcu jednak następuje taki czas, że trzeba kupić dzieciom jej siostry jakieś wyjątkowe gadżety, które nie zepsują się po kilku godzinach zabawy, to Ja, właśnie Ja jestem ostatnią deską ratunku. Któż inny uczyniłby dzieciakom więcej szczęścia niż ja. Zawsze znajdę im w sklepie internetowym jakieś naprawdę interesujące zabawki, tak że potem radości i ekscytacji na ich buziach nie jest w stanie zetrzeć nawet zrzędzenie siostry Alicji: “znowu mi coś tym zbiją”, “trzeba będzie zmieniać baterie, a przecież to kosztuje fortunę”, “to teraz tylko czekać do wywiadówki”. W tym czasie ja tylko śmieję się na boku. Nie muszę chyba nadmieniać, że nie przepadam za siostrą Alicji. Osoba, która na każdą Gwiazdkę “uszczęśliwia” mnie którymiś z kolei 10-cioma parami obciachowych skarpetek, nie może oczekiwać na szacunek. Niestety jest tak, że kobiety są w stanie tylko kupować upominki dla innych kobiet. No i dobrze, bo ja tymczasem upominków kupować nie potrafię. Dlatego zawsze kupuję jej jakiś bardzo “praktyczny” prezent ;).
Za to niezgorzej (w całej rozciągłości zgadzam się tu z żoną) orientuję się w gadżetach, bo sam mam ich dużo. Dlatego też moja żonka wielokrotnie karci mnie, kiedy dostaję paczkę z kolejną - jak to ona mówi - “zabawką”. Dobrze, niech jej będzie, niech to sobie tak nazywa. Przyznaję: rację mają ci, którzy mówią, że mężczyźni nigdy nie wyrastają z zabawek. Stają się one po prostu droższe i bardziej wyszukane. I tu się zgodzę: jestem w stanie wydać na zabawki niemal pół swojej pensji.
Ostatnio na przykład kupiłem w necie taki zestaw: kamerka na statywie i zielone tło. Nagrywam się; zamiast zielonego tła podkładam jakieś wideo: orbitę okołoziemską, nagranie islamskich terrorystów albo celę więzienną w Guantanamo; a potem wysyłam filmik do żony. Zgadnijcie jaką ma wtedy minę, kiedy odbiera maila w pracy. Pewnie identyczną jaką miała matka Alicji, kiedy ofiarowałem jej gustowną Lampę-sylwetkę Pana P, który ma “przełącznik” w kroczu. Postąpiłem tak z typową dla mnie złośliwością, wiedząc jak moja teściowa przesadnie oszczędza światło. To niech sobie teraz poprzełącza. To jakby ktoś lubił śmieszne prezenty.
Na prezentach edukacyjnych też się znam. Jeszcze trochę i czeka mnie ceremonia. Będzie to 18-stka syna mojego brata. Chciałbym zatem wręczyć mu edukacyjną zabawkę, bo wiem, że upłynie dużo wody w klozecie zanim chłopak coś zaliczy. I pomyśleć, że nie tylko dziewczynki bawią się lalkami. Czyż wujo nie ma dobrych pomysłów na prezenty dla pryszczatych 18-stolatków?